znowu okładka

XVIII-wieczny mariaż z muzyką profesjonalną był tylko epizodem w nowożytnej historii liry korbowej. We Francji moda na ten instrument przeminęła z panowaniem Ludwika XV. Zaczęto krytykować jego brzmienie, ograniczone możliwości muzyczne. "...proponuje się: aby bez szkody dla dobrego smaku wyrzucić lirę do karczmy i pozostawić ją ślepcom. Bowiem, nie obrażając pięknych dam, które oddają się od lat grze na tym instrumencie, jest on tak ograniczony, jego ustawiczne rzępolenie tak niemiłe dla wrażliwych uszu, że powinien być bez litości wyrzucony".[...] 
Utrzymywała się wszakże lirnicza praktyka ludowa i popularna. W miastach zachodniej Europy grali na lirach głównie żebracy, a czasem także żebraczki. Na wsi upodobali ją sobie wiejscy muzykanci. Pojedyncze tylko źródła odnoszą się do liry na ziemiach polskich. [...]"harnaś" i jego kamraci po napadzie na pastuchów, koniarzy i chłopskie domostwo w Sidzinie udali się do organisty, "gdzie przyszedszy, posłaliśmy po Gabrjela Lirę z Makowa rodem [...]. Tam tedy u organisty tańcowaliśmy, a ten Gabrjel grał nam na lirze. Stamtąd, zostawiwszy owego Gabrjela, poszliśmy w las." (1736)

znowu okładka

Pamięć o dziadach jest na wsi do tej pory żywa, wystarczy wspomnieć, że dziad jest nieodłącznym bohaterem oczepin jak i "teatru weselnego" (przebierańców). Teatr weselny (tak go będziemy nazywali) zwykle rozpoczyna spektakl drugiego dnia wesela rano. [...]
W drugi dzień wesela rano przebrany za dziada jest muzykant Jan Tarnowski, który wraz z braćmi grał do tańca na tym weselu. Ucharakteryzowawszy się na dziada, razem z partnerem - przewodnikiem (postać z lewej strony z wymalowaną brodą i wąsami) odgrywają scenę przybycia do wsi dziada - wuja z Ameryki, który przyjechał od ciotki z prezentami weselnymi. Prezenty ma w worku, są to różne absurdalne przedmioty: stary kalosz, łańcuch od krowy, kot, zepsute żelazko itp. Dziad wygłasza monologi "do śmiechu" i odgrywa scenki parodystyczne rodem z commedia dell'arte. Często dziad był prowadzony na sznurku - jak niedźwiedź w kusakach lub jasełkach.[...].
"Panna młoda" miała bukiet ślubny z pokrzyw i dawała go wszystkim do powąchania - parząc. Welon to udrapowana firanka, a trzymane przez dziada "dziecko" (przypadkowy uczestnik wesela) sugeruje, że jest to ślub panny z dzieckiem. "Młoda para" odgrywa parodystyczne sceny kłótni małżeńskich, naprędce improwizowane, parodię wesela i sakramentu małżeńskiego. Na zdjęciu siedzą na furze ciągnionej przez rozbawionych gości weselnych. Jadą "na doły" (poza wieś), tam odegrają scenę podziału majątku, następnie będą pchani do sołtysa (weselnicy zakładali sobie chomąta jak koniom), który ma "zalegalizować" ten związek i podział majątku.

znowu okładka

W zbiorach Muzeum Zamojskiego w Zamościu znajduje się kolekcja 165 ulotnych druków odpustowych z przełomu XIX i XX wieku, pozyskanych w trakcie badań terenowych nad kulturą duchową dorzecza górnego Wieprza, Ordynacji Zamojskiej (1589-1944), Powiatu Zamojskiego grodzkiego i ziemskiego, prowadzonych od 1990 roku. Ulotki formatu 16°, liczące od 2 do 8 kartek, zdobione na stronie tytułowej ryciną (drzeworytem lub miedziorytem), stanowią schyłkowe, choć pod względem ilości tytułów i wydań najbogatsze stadium liczącej 700 lat tradycji pieśni "nabożnej", rozpowszechnianej w obiegu przykościelnym początkowo ustnie, a od wieku XVI - drukiem. Druki te, nieczułe na zmiany konwencji i stylów, powielają teksty o barokowej proweniencji; rzadko opatrzone są wskazaniem daty wydania, bo temat ich jest wieczny i niezmiennie aktualny: w przestrzeni sakralnej miejsca odpustowego czas ma charakter cykliczny - w kolejnych, rocznych cyklach, epizody historii świętej dzieją się wciąż od nowa.

znowu okładka

W odległości 50 km od Warszawy, niedaleko Kołbieli, na polu znajduje się kamień, przy którym co roku w pierwszy dzień Wielkanocy odbywa się tradycyjny obrzęd zwany "joście". Koło południa zbiera się młodzież z kilku okolicznych wsi w liczbie 400-500 osób i wydłużonym korowodem, śpiewając, udaje się wąską drogą polną na "joście". Ciekawy i niezapomniany obraz przedstawia, wynurzający się zza wzgórza od strony wsi pochód, w którym na przedzie, w barwnych strojach idą dziewczęta, za nimi zaś chłopcy. Idą powolnym krokiem, w poważnym nastroju, tak że sprawia to wrażenie uroczystej procesji kościelnej, tym bardziej, że śpiewane są przeważnie pieśni religijne. Na czele idzie przodownica chóru, podtrzymywana z obu stron pod ramiona przez dwie dziewczyny. Pochód na "joście" jest wstępem do przygotowywanej we wsi wielkiej zabawy tanecznej i to właśnie ściąga okoliczną młodzież.

znowu okładka

Należy bowiem odróżnić śpiewających dziadów od jarmarcznych i odpustowych kramarzy, sprzedających m.in. druki ulotne. Pomiędzy działalnością dziadów wędrownych a zjawiskiem kolportowania twórczości literackiej w postaci druków ulotnych istniały oczywiście pewne powiązania. Niektórzy dziadowie prócz śpiewania zajmowali się również sprzedażą ulotek, zawierających teksty wykonywanych utworów, co stanowiło źródło dodatkowego dochodu. Ciekawą opowieść na ten temat zanotował Franciszek Kotula: "Opowiadał mi Jan Pluta z Jaślan (pow. Mielec), starszy mężczyzna, który był świadkiem ciekawego zjawiska powtarzającego się co jakiś czas: otóż, kiedy zaszło coś ciekawego i szczególnie frapującego - obojętnie gdzie - zaraz w jedno miejsce schodziły się dziady odpustowe i wspólnie układały odpowiednią pieśń. [...] Kiedy już pieśń ułożyli, jeden czy dwóch jechało zaraz do najbliższej drukarni, do Tarnobrzega, Kolbuszowej lub gdzie indziej. Tam zamawiali tyle a tyle sztuk. Drukarz natychmiast zabierał się do roboty, wiedział, że klienci nie będą czekać. Za dzień, najwyżej dwa, druczek był gotowy. Klienci płacili, a oni jechali tam, gdzie czekali na nich koledzy. Tu rozdzielali towar i każdy szedł w swój rejon, bo mieli wyznaczone okolice, gdzie zarabiali".

znowu okładka

[...]Jaki smutek wielki w poście,
jechali dostojni goście,
Dojechali do stolicy,
wszyscy zostali zabici.

Samolot zaczął lądować,
taśma była niegotowa
I w momencie się rozprysnął,
straszne było widowisko;

I spadają ręce, nogi,
ach, mój Jezu słodki, drogi!
Z samolotu tego szczątki,
w Polsce dopiero początki.

Ty wiesz Matuchno jedyna,
jaka to była przyczyna,
Ty wiesz z jakiego powodu
poległo tyle narodu.

Poszła wieść i do Rosyji,
i do każdej familiji,
Płacze niejedna rodzina,
Matuchno nasza jedyna.

Wszystkie matki też płakały,
gdy telegram otrzymały,
Tam się dzisiaj we łzach myją,
że ich dzieci już nie żyją.

znowu okładka

BRODA Witold – Węgajty k/Olsztyna
BURDZY Jerzy – Warszawa
CIERLIŃSKI Maciej – Warszawa
HAŁAS Jacek – Poznań
KOZŁOWSKI Witold – Wrocław
LITWIŃSKI Mieczysław
– Warszawa
ŁOŚ Aleksander – Białoruś
Teodor Kaszkuriewicz – Białoruś
MAZUR-HANAJ Remigiusz – Warszawa
MYTCZAK Stanisław – Święcany k/Jasła
NOGAJ Stanisław – Stara Wieś k/Krosna
PRUSINOWSKI Janusz – Mława
ROKOSZ Tomasz – Lublin
ROSPONDEK Krzysztof – Kocina k/Ostrowa Wlkp.
WIELĄDEK Sebastian – Warszawa
WILIŃSKA Barbara – Poznań
WYŻYKOWSKI Stanisław – Haczów k/Krosna
ZYGMONT Tomasz - Warszawa

muzyka dawna:
Marcin Bornus-Szczyciński (Bornus Consort)
Tadeusz Czechak (lutnik, Decameron)
Tadeusz Dobrzeński (Wrocław, lutnik i muzyk)
Piotr Karpeta (Ars Cantus)
Czesław Pałkowski (współpracuje z Ars Novą)
Marcin Zalewski (Ars Nova)

muzycy folkowi:
Jarosław Adamów (Lublin;  Się Gra)
Robert Jaworski (Warszawa; Ich Trole)
Wojciech Krzak (Warszawa; Kapela Ze Wsi Warszawa)
Marcin Skrzypek (Lublin, Orkiestra p.w.Świętego Mikołaja, Odpust Zupełny)
Marek Wilczyński (Karpaty Magiczne)
Paweł Siwak (Warszawa, Białystok)
Marek Durda (Lublin)
lutnik Andrzej Kuczkowski (Warszawa)

znowu okładka

Kiedy 100 lat temu Filaret Kołesa zaczął nagrywać minstreli na wałkach, zaobserwował duże zmiany, względem czasów wcześniejszych, a nawet zmierzch czy załamanie zjawiska. Większość muzyków, których nagrywał, nauczyło się tekstów z książek, a nie ze słuchu. Styl ich gry był bardziej ozdobny, ponieważ chcieli zadowolić wyedukowaną publiczność miejską raczej niż mieszkańców wsi, którzy wcześniej stanowili ich główną klientelę. Czy to był upadek, czy rozkwit tradycji - to już kwestia sporu, w każdym razie minstrelstwo upadło de.nitywnie wskutek akcji Stalina, który w 1939 roku zwołał ich na zjazd w Charkowie, a następnie rozkazał zamordować. Pozostałych eksterminowano pojedynczo lub administracyjnie zakazywano uprawiania zawodu. Kilku jednak przeżyło i, kiedy zainteresowanie minstrelstwem pojawiło się ponownie na fali odwilży Chruszczowa, powróciło do łask.

znowu okładka

Ze stołu nie sprzątają aż do rana, a tylko resztki jadła i wszelkie zlewki stawiają w miskach na oknach dla dziadów, którzy się spóźnili na ucztę. Drzwi do sieni zostają niedomknięte na palec, aż do pierwszego piania kogutów, a w ciągu tego czasu obecni wsłuchują się w urojone szmery i szepty, które mają sprawiać przechodzący umarli. Wyjątkowo wrażliwe jednostki nierzadko słyszą wyraźne ich kroki, trzeszczenie ławy i stołków pod ciężarem tych gości oraz mlaskanie językami przy spożywaniu pozostawionych resztek, jedna taka osoba często sugestjonuje całą rodzinę. Nazajutrz, przy porządkowaniu po wczorajszej uczcie, nikogo nie dziwi, że wszystko nietknięte, chociaż słyszano obecność przybyszów, posilających się; na zapytanie, dlaczego tak jest - odpowiadają: dzied. prychodziac niewidkami, dak ni ich śledou nie pabaczysz, ni taho szto jen. robiac, co znaczy, że umarli, będąc niewidzialnymi, nie pozostawiają żadnych śladów po sobie.

znowu okładka

Życie mieszkańców wsi w znacznym stopniu uzależnione jest od pogody. Dzisiaj oczywiście nie grozi to może klęską głodu, ale jeszcze parę lat temu bano się nieurodzaju prawie jak zarazy. Byłem w Macedonii akurat w czasie takiego upalnego lata, przez dwa tygodnie nie spadła prawie ani jedna kropla deszczu, jednak kiedy pytałem o związane z zamawianiem wody zwyczaje, jedynie starsi mieszkańcy pamiętali nieco więcej niż to, że takowe istniały. Pieśni za deszcz wznoszono przeważnie na przełomie wiosny i lata, kiedy zboże dojrzewało przed żniwami. Obchodzono wówczas piękny zwyczaj dodole, który deszcz miał sprowadzić i zbiory tym samym uczynić udane. Jak wspominała jedna z moich informatorek, na macedońskich łąkach śpiewano wówczas tak:

Oj dodole miły Boże
Daj mi Boże drobną rosę
Niech ta rosa zrosi pole
By nam zrodziło złotą pszenicę.

znowu okładka

Tadeusz Maciejewski
skrzypek z Chronówka
1936-2003

Stanisław Stępniak
niewidomy harmonista z Radomia
1935-2003